O. Giovanni na Kubie!

opublikowane na 30/05/2016
Cuba-2-copia

6 kwietnia o. Giovanni Salerno MSP opuścił Peru, aby wesprzeć naszą fundację na Kubie, gdzie od ponad dwóch lat w diecezji Cienfuegos pracują nasi ojcowie: o. Urs Zanoni ze Szwajcarii i o. Zsolt Zsabo z Węgier. O. Giovanni przybył na Kubę w towarzystwie o. Matiasa Branda z Niemiec – który przed kilku miesiącami przekazał kierowanie Niższym Seminarium o. Rafaelowi Santillan Rodriguezowi pochodzącemu z Meksyku – oraz o. José Carlosa Cayetano Eugenia z Portugalii, który przed dwoma laty ze względów zdrowotnych musiał opuścić Cuzco. Pozwoli to wrócić o. Zsoltowi Szabo do Cuzco, aby wesprzeć tamtejszą wspólnotę w pracy misyjnej i pracy z dziećmi.

O. Giovanni odprawił w kościele św. Teresy Mszę św., która stała się okazją, aby pożegnać się z przybyłymi na to spotkanie, którzy poznali go dobrze i darzyli wielkim szacunkiem. Nawet, jeśli w ostatnich latach o. Giovanni z powodów zdrowotnych spędzał dużo mniej czasu w Cuzco, to jednak zawsze spotykał się tam z gorącym przyjęciem. W czasie wspomnianej liturgii o. Giovanni powiedział, iż podróż na Kubę pragnie „ofiarować Bogu, aby zadośćuczynić za wszystkie swoje grzechy”. W ten sposób dał nam przykład pokory i przypomniał, że jest to jedna z kolumn duchowości Serca Jezusa: zadośćuczynienie za nasze grzechy i całego świata. Na początku każdej Adoracji Eucharystycznej modlimy się „modlitwą anioła” (tą, której anioł nauczył troje pastuszków z Ajustrel: Franciszka, Hiacyntę i Łucję podczas jednego z objawień fatimskich), w której prosimy o Boże przebaczenie „dla tych, którzy nie wierzą, nie uwielbiają, nie mają w Tobie nadziei i nie kochają Ciebie”. To właśnie jest istota zadośćuczynienia. To jest duch, mocą którego nasz Założyciel pragnie rozpocząć – w wieku 78 lat – swoją nową misyjną przygodę.

O. Giovanni nie ustaje w proszeniu Boga, aby Jego Opatrzność nieustannie ubogacała nasz Ruch licznymi i świętymi powołaniami już nie tylko w Peru, ale również z myślą o Kubie i… Chinach. Dlaczego o. Giovanni myśli o Chinach? On sam wyjaśnia to w książce Z Bogiem na misje w Andach. Kiedy szukał sposobów na zbudowanie naszego seminarium „nasz ośrodek w USA poinformował nas, że chińscy dobroczyńcy z Makao przesłali nam czek na 250 dolarów (tak nam powiedziano w pierwszym momencie) jako pierwszą ofiarę z kilku, które prześlą w późniejszym terminie. W kolejnej rozmowie telefonicznej usłyszeliśmy, że w rzeczywistości czek opiewał nie na 250 dolarów, ale na 250.000 dolarów. Przekazany był dla Ruchu w nadziei, że któregoś dnia nasi misjonarze pojadą do Chin i będą ewangelizować ten ogromny kraj”.

O. Giovanni, który – jak nam zawsze powtarza – ma dobrą pamięć, nigdy nie zapomina o tym pragnieniu chińskich darczyńców. Wydaje się, że jest to bardzo daleka perspektywa… tak samo jak nikt przed kilku laty nie myślał, że Ruch będzie mógł rozpocząć pracę na Kubie. W Boże dłonie składamy nową fundację oraz te wszystkie, które Pan Bóg powierzy nam do realizacji w przyszłości, dla dobra licznych ubogich oczekujących spotkania z Chrystusem