Z naszych domów: Nowiny o rodzinie Salazarów

opublikowane na 31/03/2016

Rodzina Salazarów („wujek” Guillermo i „ciocia” Francisca), którzy od dwóch lat pracują w mieście Guadalajara, w Meksyku, gdzie zakładają placówkę naszego Ruchu, przysyłają nam okresowo wiadomości na temat swojego apostolatu. W ostatnim liście, który otrzymaliśmy, piszą, że ich praca „jest jak praca Jezusa w warsztacie ciesielskim w Nazrecie: bardzo prosta, bez wielkich rzeczy, którymi można by się dzielić, ale owszem wśród wielkiej miłości Boga do nas, którą mamy możliwość kontemplować w drobiazgach codzienności…”. Te słowa powinny ożywić nas wszystkich, przypominając nam, że jesteśmy wezwani do bycia misjonarzami przede wszystkim w naszym codziennym otoczeniu, w naszej rutynie… Mówiąc o trudnościach, jakich doświadczają w różnych przejawach swojego apostolatu – przede wszystkim w problemach związanych z wydawaniem naszego biuletynu w Meksyku – często przypominają nam słowa, które o. Giovanni powtarza często w odniesieniu do naszego charyzmatu: „Robimy to, co możemy”. Także te słowa powinny pomóc nam nie zniechęcać się, kiedy coś nie idzie po naszej myśli i uważamy, że nasza praca jest bezużyteczna. Jesteśmy wezwani do tego, by siać, a nie zbierać owoce naszej pracy.

W Guadalajarze Salazarowie kontynuują swój apostolat wspierając miejscowego proboszcza jako nadzwyczajni szafarze eucharystii, którą zanoszą do osób starych i chorych w „Valle de los molinos”, jednej z kilku dzielnic Guadalajary, w których pracują. Jak sami opowiadają „pomału zdają sobie sprawę, w jakie rzeczywistości żyją ci ludzie. Mimo, że mają domy (niemal zawsze bardzo małe), spotkaliśmy sytuacje bardzo podobne do sytuacji rodzin w Peru. Znaczna cześć rodzin ma problem z uzależnieniem od alkoholu i od narkotyków (ten ostatni problem jest tu znacznie poważniejszy niż w Cuzco) i często nie mają na co dzień nic do jedzenia poza tortillami i fasolą. Dzieci często nie chodzą do szkoły, bo rodzice nie mają pieniędzy na zakup mundurków szkolnych, zeszytów i innych pomocy szkolnych.

Najpiękniejszą rzeczą jest widzieć, jak wielki głód Boga u tych ludzie. Jest to zapowiedź ogromnej pracy, która nas czeka. Jak zawsze Pan najbardziej lubi pracować w sytuacjach największej nędzy, aby w sposób jak najbardziej ewidentny ukazać swoje miłosierdzie”. Salazarowie zakończyli rok nadzieją, że w przyszłym roku z pomocą kilku kapłanów będą mogli ofiarować mieszkańcom Guadalajary sakrament spowiedzi.

W innym rejonie Guadalajary, w którym prowadzą swój apostolat, „Lomas de Tabachines”, Salazarowie kontynuują odwiedzanie rodzin w sobotnie popołudnia niosąc od domu do domu wizerunek Matki Bożej z Guadalupe. Matka Miłosierdzia, opowiadają, „ prowadzi nas tam, gdzie sama chce. Jest to rzeczywistość, której możemy dotykać nie tylko my, ale także rodziny, które odwiedzamy”. W tej samej dzielnicy odwiedzają parafie, aby szerzyć idee Ruchu i mają zamiar otworzyć stołówkę dla dzieci.

Powierzamy waszej modlitwie cały ich apostolat, a także nowy projekt, jakim jest stołówka dla dzieci.